kremy do depilacji
Konkursy i Testy Pięlegnacja TOP

Testujemy kremy do depilacji

Share On Facebook

Choć na tropikalne upały musimy jeszcze trochę tego lata zaczekać, to świetny czas, by wypróbować najlepszą dla nas metodę depilacji nóg. Szorty, bikini… urlop lada moment! Dziś testujemy dla Was dwa kremy do depilacji.

Piękne, gładkie nogi, bez podrażnień i nawilżona skóra. O tym marzę w środku gorącego lata! Bez depilacji się nie obejdzie… Jako fanka maszynek do golenia, która kiedyś miała też przygodę z depilatorem, postanowiłam spróbować czegoś nowego i przetestować kremy do depilacji.

Skuszona obietnicą producentów o ekspresowym działaniu produktów i zachęcona wizją efektu „jedwabiście gładkiej i miękkiej„/ „aksamitnie gładkiej” skóry przetestowałam dwa produkty:

BIELENDA VANITY SOF TOUCH – KREM DO DEPILACJI Z PROTEINAMI JEDWABIU oraz
VEET – KREM DO DEPILACJI SKÓRY SILK&FRESH TECHNOLOGY.

kremy do depilacji

Krem od Bielendy to produkt typu „3 w 1” – do ciała, twarzy i okolic bikini, przeznaczony jest do skóry delikatnej (moja), mający zadziałać w ciągu 5 minut:

kremy do depilacji

Veet to krem do depilacji skóry suchej (tak jak moja), przeznaczony do usuwania owłosienia z nóg i ciała (według informacji na opakowaniu nie należy go jednak stosować do delikatnych części ciała); według informacji producenta ma zadziałać w ciągu od 3 do 6 minut:

kremy do depilacji

Czym nałożyć krem do depilacji? W obu opakowaniach, oprócz tubki z kremem, znalazłam też szpatułki do nałożenia a następnie ściągnięcia produktu:

kremy do depilacji

kremy do depilacji

Czas przetestować działanie kremów!
Po wcześniejszej próbie uczuleniowej i upewnieniu się, że produkty nie wywołają u mnie wysypki i innych dolegliwości, nakładam je na nogi.
Postanowiłam przetestować kremy jednocześnie, dając każdemu z nich 5 minut na zadziałanie i rozprawienie się z włoskami na nogach.
Na lewą nogę nałożyłam krem Veet, na prawą – krem firmy Bielenda:

kremy do depilacji

Pierwsze wrażenie?

Konsystencja kremu Veet jest bardziej kremowa i gęsta niż konsystencja produktu Vanity od Bielendy. Ten drugi przypomina mi dosyć gęsty żel, zdecydowanie lżejsza formuła niż w przypadku kremu Veet. Przyznam, że obawiałam się, czy tak „lekki” produkt poradzi sobie z owłosieniem. O efektach za chwilę.

Co jeszcze zwróciło moją uwagę? Na pewno zapach. Ten od Bielendy zdecydowanie bardziej delikatny, subtelny, nieco bardziej przypadł mi do gustu. Pierwsze skojarzenie z zapachem kremu Veet to… mydło! Zwykłe, tradycyjne mydło w kostce. Tak według mnie pachnie ten produkt.

Co ze szpatułkami?
Podobnej wielkości. Szpatułka dołączona do kremu Veet zakończona jest gumowym paskiem, co według mnie jest jej ogromnym plusem. Produkt dobrze się nakłada, szpatułka z łatwością zbiera też dość gęsty produkt z nogi (co okazało się w końcowej fazie mojego testu).
W szpatułce dołączonej do kremu Bielendy gumowego paska zabrakło, co nieco utrudniło usunięcie dość śliskiego produktu z nogi, ponieważ plastik ślizgał się po nodze razem z nim.

Stoper ustawiony na 5 minut, produkt nałożony – odliczamy minuty do końca eksperymentu.

Gdy przyszła pora, by usunąć kremy z nóg, dość szybko, przy pomocy szpatułki, a następnie prysznica udało mi się zmyć oba produkty. Wymaga to jednak trochę „zachodu”. Najlepiej wejść do wanny, by dodatkowo nie zachlapać łazienki 🙂

Ciekawi efektu? Oto moje wnioski!

Byłam absolutnie zaskoczona tym, jak ŚWIETNIE oba kremy poradziły sobie z usunięciem zbędnych włosów! Nogi po depilacji były naprawdę gładkie i dobrze nawilżone, do tego stopnia, że nie nakładałam już balsamu. Okazuje się, że 5 minut to dla obu kremów wystarczający czas, by poradzić sobie z dokładną depilacją moich nóg. Lżejsza konsystencja i delikatniejszy według mnie zapach są zdecydowanymi plusami kremu Bielendy. Efekt po depilacji jest jednak porównywalny!

Jest jednak jedno „ale”.

Włoski na nogach zaczęły odrastać już po jednym dniu (były wyczuwalne na obu nogach już następnego dnia). To czas porównywany do odrastania włosów po depilacji maszynką. Biorąc pod uwagę wszystkie zalety kremów oraz to, że ich nałożenie wymaga nieco więcej zachodu… póki co zostaję przy maszynce! Ale kto wie, być może dam kremom jeszcze jedną szansę :).

Agnieszka Zalewska
Polonistka, dziennikarka, z mediami związana od ponad dziesięciu lat. Szczęście daje jej taniec, kocha kulinarne eksperymenty i (przemyślane) zakupy, a nade wszystko czas spędzony z rodziną. Fanka blogosfery, zdrowej kuchni (od czasu do czas grzesząca fast foodem), zaciekawiona minimalizmem, NVC, dietą roślinną... Nasza redakcyjna mamuśka. >>>Czytaj więcej artykułów autorki<<<